fbpx
Uwaga! Oszuści podszywają się pod FBI, grożą aresztem i obiecują 40 000 EUR!
Biuro Prasowe

Uwaga! Oszuści podszywają się pod FBI, grożą aresztem i obiecują 40 000 EUR!

Przechodząc przez kolejne etapy najnowszego oszustwa Cyberprzestępców, można przeżyć całe spektrum emocji na przestrzeni zaledwie 2 wiadomości mailowych. Uważacie, że groźba więzienia i jednoczesna obietnica dużej kasy to scam grubymi nićmi szyty? Na wypadek gdybyście się zastanawiali – metoda kija i marchewki nadal święci triumfy i nabiera niczego niespodziewające się ofiary. 

Kluczem jest przynęta

Zaczyna się od maila, wysłanego zazwyczaj z adresu mającego wzbudzać zaufanie – w tym przypadku to m.in. floridapaymenttv@gmail.com, banktransferfbi@gmail.com czy taxbankauthority@gmail.com. Użycie skrzynek na gmailu może budzić śmiech, jednak nie wszyscy jeszcze zwracają uwagę na domenę, z której przychodzi mail.

Nadawca informuje, że nasz przelew na 40 000 EUR został zakończony. Żeby otrzymać tę przyprawiającą o zawrót głowy sumę, wystarczy wykonać opłatę w wysokości 10 000 EUR. Jeśli nie odpowiemy, nadawca przypomni o sprawie w kolejnych dniach. Skąd ta kwota? Tego już nasz dobroczyńca nie wyjaśnia.

W końcu, gdy darczyńca nie otrzymuje od nas wymaganej należności, wysyła do nas mrożącą krew w żyłach wiadomość  — został wydany przeciwko nam NAKAZ ARESZTOWANIA, podpisany przez samego dyrektora FBI. Wygląda na to, że jestesmy zamieszani w jakąś nielegalną transakcję, a nasz dowód osobisty widnieje w ich bazie jako dokumenty osoby poszukiwanej.

Na szczęście jest na to sposób! Trzeba natychmiast wpłacić 200 EUR, aby usunąć nasze nazwisko z czarnej listy. Co najlepsze, sumka 40 tysięcy wciąż jest dla nas dostępna! 

No dobrze, ale co dalej?

Twórca mailingu przez jakiś czas dalej przypomina o łaskawej propozycji uporania się z sytuacją. Z każdą kolejną wiadomością zaczyna jednak zmieniać ton na dużo bardziej agresywny. W końcu dostajemy info, że koniec z próbami załatwienia sprawy po dobroci. Ot tak, jesteśmy oskarżeni i mamy się stawić do zatrzymania, a nasze dane zostały przekazane do Operaciones del Federal Bureau of Investigation (FBI).

Nie ma co marzyć o ucieczce, a grozi nam aż 5 lat pozbawienia wolności! Przypieczętowaniem ciągłego ponaglania jest informacja, że FBI podejmie odpowiednie działania w ciągu 48 godzin. 

Na tacy wjeżdża jeszcze jedna opcja: możemy złożyć odwołanie i pokryć opłaty sądowe w wysokości 950 EUR, chociaż bez gwarancji pewności. Może jednak gra jest warta świeczki, bo jeśli się uda – wychodzimy z całego galimatiasu z 40 000 EUR w kieszeni. Jak to możliwe? Najwyraźniej Federalne Biuro Śledcze jest niezwykle wyrozumiałe w swoich działaniach i hojnie nie decyduje się na anektowanie brudnych pieniędzy. 

Nie, nie – to jeszcze nie koniec. Teraz zaczynają kontaktować się z nami różne instytucje, w tym Dział Kontrolingu Welss Fargo Bank albo Florida Payment Tax Force Verification service, który przesyła nawet potwierdzenie, że przekazanie przelewu jest już realizowane.

“Dowód” przesłany przez oszustów.

Za każdym razem, co nie zaskakuje, nasz przekaz jest warunkowany opłatą manipulacyjną, cłem, taksą podatkową, etc.

Jak się chronić?

Analizując ten przypadek, można dojść do wniosku, że uwierzyć w prawdziwość tych wiadomości mogą jedynie osoby, które mają wśród swoich krewnych nigeryjskiego księcia. A jednak sprawę nie zawsze przesądza naiwność. Gdy nie jesteśmy najbardziej biegli w obsłudze komputera lub wręcz nawet wykluczeni cyfrowo, taka groźba może nas skutecznie przestraszyć. 

Dlatego warto oszczędzić sobie nerwów i podobne maile od razu wrzucać do folderu ze spamem. Dobrą praktyką jest stosowanie w codziennym życiu online prostej zasady – coś wydaje się zbyt dobre, by mogło być prawdziwe? Na 99,99% to bubel, przekręt, oszustwo – zwał jak zwał. Ważne, żeby nie dać się złapać! 

Dobrze też pamiętać, że proszenie o pomoc czy radę lub zwyczajne podzielenie się z kimś taką historią – chociaż, żeby jedna głowa więcej mogła krytycznie spojrzeć na wydźwięk całości – to żaden wstyd! Tygodniowo scamów tego typu powstaje całe mnóstwo, jest więc duża szansa, że zaufany kolega, dobra koleżanka, albo nasza pociecha czy sympatia natknęli się na podobną praktykę i skutecznie uratują nasz portfel.

Ostatnia rada z bardziej technicznego, lecz nieskomplikowanego punktu widzenia –  szanowane instytucje, poważane podmioty i znane korporacje, w szczególności te państwowe i podatkowe, nigdy nie będą do Ciebie pisać z komercyjnej skrzynki gmail, hotmail ani nawet onet. Dostając “poważną” w treści wiadomość z adresu z “niepoważną” końcówką – z biegu możesz uznać ją za przekręt!